Parada żaglowców Baltic Sail 2020   Leave a comment

Podobno trzy przykłady prawdziwego piękna to kobieta w tańcu, koń w galopie i fregata pod pełnymi żaglami.
Aspirujemy do tego trzeciego przykładu dzisiaj. Choć pełnych żagli nie było, co najwyżej sztaksle i zrefowane groty – bo wiatr był silny, a żaglowce jednak miały chwilę poparadować przed zgromadzoną na plaży publicznością.

Parada w tym roku – z powodów epidemiologicznych – odbyła się na Zatoce Gdańskiej. Chyba wyszło to żaglowcom na dobre, bo po zbiórce na wysokości Jelitkowa przeszły baksztagiem przed molo w Brzeźnie w stronę ujścia Martwej Wisły.

Największą – i najstarszą – jednostką – bo liczącą 102 lata – był szkuner gaflowy STS Kapitan Borchardt. Do fregaty z cytowanego wcześniej powiedzenia nieco więc zabrakło, ale było co oglądać – oprócz Borchardta pojawiły się liczne nowoczesne slupy, katamaran, kutry przerobione na żaglowce i kilka innych typów mniejszych i średnich jednostek. Zobaczcie zresztą – zdjęcia mówią same za siebie.

Oko w oko z B-52   Leave a comment

B-52. Boeing. Stratofortress. Albo BUFF – jak nieoficjalnie bywa nazywany – Big Ugly Fat F…r. Brzydal. Duży i paskudny. Ale uniwersalny i zmieniający się w miarę potrzeb. Dlatego przetrwa w służbie niemal 100 lat – przynajmniej takie są plany.
Narodził się w epoce, gdy atom rządził światem. Miał zrzucać atomowe piguły na ZSRR, stąd jego ogromny zasięg. W Wietnamie okazało się, że radzi sobie na konwencjonalnym, lokalnym teatrze działań wojennych, choć opracowanie stosownej taktyki do starcia z najsilniejszą wówczas obroną przeciwlotniczą świata – lufową i rakietową – okazało się kosztowne. A gdy nadeszły lata 70. – era pocisków manewrujących – został uzbrojony i w takie pociski.
XXI wiek to już era, w której ten samolot przenosi klasyczne uzbrojenie precyyjne – do punktowych uderzeń.
I to jest właśnie tajemnica jego długowieczności. Mimo ośmiu dymiących silników – tylko B-36 miał ich więcej – wciąż się trzyma, choć są plany, by te osiem silników pamiętających wczesne lata lotnictwa odrzutowego zastąpić czterema nowoczesnymi. Czy po takiej zmianie to jeszcze będzie B-52? Można dyskutować.

Te maszyny coraz częściej pojawiają sie na polskim niebie. Tak było i wczoraj, chociaż „dzięki” frontowi atmosferycznemu mogli je zobaczyć nieliczni.
A ja widziałem B-52 z bliska w zeszłym roku w Ostrawie. Na ziemi. Choć jest wielki, to wtłoczony między znacznie większe od siebie transportowce – C-5 Galaxy i A400 Atlas Wygladał znacznie mniej groźnie.
Ta maszyna to ikona. Jak zresztą wszystkie bombowce Boeinga, które trafiły do US (Amy) Air Force.

Industrial burzliwym zachodem słońca malowany   Leave a comment

Co robić, gdy burzliwe niebo zapowiada nadchodzące załamanie pogody? Oczywiście: zdjęcia. Nic tak nie tworzy atmosfery pełnej pięknej grozy, jak zachód słońca w nasuwającym się froncie atmosferycznym.
Co ten dramatyzm najlepiej podkreśla? Pejzaż industrialny. Jak szybko błękitne niebo z niegroźnie wyglądającymi altostratusami i altocumulusami staje się rozpalonym płomieniami chaosem z surowymi wieżami zabudowań przemysłowych i liniami wysokiego napięcia?
Możecie się ze mną nie zgadzać, ale… mam mocne argumenty.

Zobaczcie zresztą sami…

Lotnicze pomniki: Ił-28E   Leave a comment

Wielkopolska. Środek niczego. Słońce praży z całkowicie błękitnego nieba w środku sierpnia. Polskie lato w pełni.  Wybierasz się w przerwie w żeglowaniu do sąsiedniej miejscowości w poszukiwaniu bankomatu, bo w tej, w której jesteś, jakoś takowej maszynki znaleźć nie możesz.
Droga wiedzie wśród pól z rzadka z jednej strony tylko przez jakiś czas przysłoniętych lasem, za którym kryje się największa wojskowa baza lotnicza w tej części Europy.
I nawet nie wiesz, dokąd ta droga Cię zaprowadzi.

Wjeżdżasz do miasteczka. Przejeżdżasz kilka razy przez pozostałości kolejki wąskotorowej. Najpierw domki jednorodzinne na niewielkich działkach. Potem centrum – secesyjne kamieniczki i klasycystyczny kościół. Błądzisz w zabudowie niczym groch z kapustą i nagle wjeżdżasz w charakterystyczną zabudowę – wielorodzinne, dwupiętrowe domy ze spadzistymi dachami.
Choć domy są świeżo odmalowane w pastelowych w większości barwach, od razu rozpoznajesz wojskowe osiedle z lat 50. XX w.
Pośrodku skweru stoi zaś monument z czasów, gdy zapewne powstawało osiedle. Olbrzymi – jak na nasze warunki – dwusilnikowy bombowiec odrzutowy. Ił-28. Relikt Zimnej Wojny…


Gdy napotykam relikty Zimnej Wojny, nawet w upalny  dzień czuję powiew chłodu.
Jak czas niesamowicie pędzi… Miałem okazję widzieć ten typ samolotu – w wersji holownika celów powietrznych – jeszcze w locie. Byłem wtedy dzieckiem, a Ił-28 był u kresu swej lotniczej służby – ale zapamiętałem go i rozpoznałem – jakimś cudem, gdzieś musiałem widzieć ilustrację, do tego podpisaną z nazwy typem samolotu, co w tamtych czasach nie zawsze się zdarzało
Ił-28 swój najlepszy czas na polskim niebie miał w najmroczniejszych czasach w Polsce i najtrudniejszych dla świata. Czasach – z dzisiejszej perspektywy – zupełnie niepojętych. Ale taki niesamowity okres miał miejsce w historii. odległość i niepojętość tych czasów podkreśla przeszkolony, z pożółkłym, pękniętym pleksi, przedział nawigatora. I choć służące w Polsce Iły-28 nie były przystosowane do przenoszenia broni jądrowej – zimnowojennego boga wojny – to jednak ich niektórzy radzieccy bracia dysponowali taką zdolnością. Zachodnim – przynajmniej wizualnie – odpowiednikiem był English Electric Canberra, aczkolwiek ten drugi przeżył znacznie w służbie swego odpowiednika zza Żelaznej Kurtyny.
Samoloty Ił-28 stacjonowały m. in. w Powidzu. Powidzkie lotnisko powstało w 1955 roku i było początkowo przeznaczona dla radzieckich odrzutowych bombowców strategicznych Tupolew Tu-16, które jednak nigdy na nim nie bazowały. Pozostałością jest najdłuższy w Europie Środkowo-Wschodniej pas startowy o długości 3.5 km.
Widoczny na zdjęciach egzemplarz wystawiony jako pomnik w Witkowie – jak zauważył kolega, historyk lotnictwa – to Ił-28E – jeden z kilki egzemplarzy bombowca przebudowany na samolot rozpoznania elektronicznego/walki radioelektronicznej. Rarytas. Od oryginalnych bombowców odróżniają go kopułki pod kadłubem.
Egzemplarz ze zdjęć jest jednym z kilku pozostałych i znajduje się w wielkopolskim Witkowie, na Skwerze Lotników.


Literatura
Michał Fiszer, Jerzy Gruszczyński, Ił-28, 32 zeszyt serii 100 lat polskich skrzydeł, Warszawa, 2020.

Pejzaże (z)Myślęcinka   Leave a comment

Bydgoszcz.
Większości toruńczyków ta nazwa nie kojarzy się z pięknem. Rzekłbym, urodę zaprzyjaźnionego miasta nad Brdą mało kto tu docenia.
Należę do tych nielicznych.

Bydgoszcz jest fascynującym miastem. Położenie w dolinie Brdy, ale na styku czterech (co najmniej) makroregionów fizycznogeograficznych (jak uświadamia Wikipedia) powoduje, że bydgoski krajobraz jest niezwykle urozmaicony. I to właśnie powoduje, że tak łato przyciąga oko nawykłe do szukania w pejzażu czegoś więcej niż oczywistości.

Spacer po bydgoskim parku rekreacyjnym Myślęcinek dostarcza niezwykłych okazji. Oprócz roślinności i jezior są tu również wzniesienia. Chwila niezbyt uciążliwego wysiłku i już możemy podziwiać miejski pejzaż, w którym dominują położone na wzgórzach blokowiska, zaś w centrum można dostrzec szczegóły nieco innej zabudowy – wieże kościołów, biurowce, przęsła najnowszego mostu czy budynki użyteczności publicznej – np. szpitale czy stadionowe jupitery.. Wszystko to oddzielone zielonym murem lasu i otoczone kordonem wzgórz pod sufitem z płaskich cumulusów. Mgiełka upalnego, dusznego popołudnia utrudnia fotografowanie odległych obiektów.

Dopiero takie przekrojowe spojrzenie – z jednego z bydgoskich wzgórz – pokazuje naocznie różnorodność miasta. Spojrzenie z góry – i z dystansu – na całość, pozwala zauważyć to, czego nie widać z bliska, na co dzień. Co w codziennej szamotaninie, pośpiechu, pogoni za sprawami niecierpiącymi zwłoki – umyka. Zobaczyć wiele szczegółów, połączyć je w całość
Czasem… trzeba po prostu nabrać dystansu…
Ale… jest przecież tyle innych wzgórz wokół miasta… i tyle innych spojrzeń możliwych… i niezbędnych, by objąć całość jak najlepiej…

W takich miejscach czas nie płynie. Dopiero dopominający się posiłku organizm przypomina, że już czas wracać…

 

Posted 2020/07/25 by Maciek in Cywilizacja, Flora, Miejski, Pejzaż, Przyroda, woda

Tagged with , , ,

Oko w oko z klasykiem: Bell 206L LongRanger   Leave a comment

Tę sylwetkę kojarzy chyba każdy. O ile „latające jajo” Hughes/MD-500E jest przeciętnie rozpoznawalny – to chyba nie ma nikogo, kto śmigłowców z rodziny Bell 206/206L JetRanger/LongRanger nie widział choćby w filmie.

Nie ma sensu opisywać śmigłowca, o którym można znaleźć spor materiałów. Może skupmy się na tym, co mi osobiście podoba się w konstrukcji Bella. Charakterystyczne dla konstrukcji lotniczych z lat 60. XX w (oblatany w 1966 r.) bardzo opływowe kształty. Sylwetka niezbyt pękata. Wiatrochron obszerny, z dobrą widocznościa do przodu, upodobniający dziób do ważki. Proporcjonalna belka ogonowa i zdrabne płetwy statecznika pionowego. Mało? Moim zdaniem wystarczy.
Na zdjęciach Bell 206L LongRanger na lotnisku Aeroklubu Włocławskiego we Włocławku-Kruszynie.

Makowo   Leave a comment

Maki. Wiosenne efemerydy, które spotkać możemy na łąkach i polach – dziko rosnące, niekiedy całkiem gęsto. Z reguły na obrzeżach miast i poza nimi. Ożywiają pola, wnosząc kontrastowy, żywy, czerwony kolor. Widoczne oznaki zaawansowanej wiosny i wczesnego lata.

Ze zdziwieniem stwierdzam, że całkiem sporo uzbierałem „makowych” fotek – mimo, iż stosunkowo rzadko mam okazję zobaczyć te urocze kwiaty. A jednak…
Już po sezonie makowym – lato, nie tak upalne, jak te poprzednie – tym bardziej warto cieszyć się przedłużonym cyfrowym żywotem tych delikatnych, jakże krótko żyjących kwiatów.

Posted 2020/07/22 by Maciek in Flora, kwiaty, Pejzaż, Przyroda

Tagged with , , ,

Pałac w Šilheřovicach   Leave a comment

Šilheřovice – niewielka miejscowość w Czechach, kilka kilometrów od polskiej granicy. Tu nie musisz silić się na angielski – mieszkańcy mówią po polsku. To wciąż Ślask – tyle, ze po czeskiej stronie granicy.

Kiedy przyjeżdżasz tutaj nocą, myślisz: tu nic nie ma. Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz.
Na wzgórzu, powyżej głównej drogi, dobrze skryty pośród drzew kompleksu parkowego, stoi zamek-pałac. Oficjalnie nazwany zamkiem, bardziej właśnie przypomina pałac. Pochodzi z XVIII w., a przez większość XIX i znaczną część XX w. należał do rodziny Rotschildów. Obecnie w kompleksie mieści się hotel.

 Dla mnie obecność takiego obiektu w miejscowości tej wielkości co Šilheřovice była zaskoczeniem – mimo tego, że od dawna głoszę, iż najciekawsze obiekty znajdują się w miejscach najmniej oczekiwanych (i najciekawsze zdarzenia dzieją się w okolicznościach najmniej spodziewanych). Tak czy inaczej – warto mieć oczy otwarte zawsze i wszędzie…

Posted 2020/07/21 by Maciek in Architektura, Cywilizacja

Tagged with , , ,

Nocne Jastrzębie   Leave a comment

Nocne Jastrzębie.
To nie ekipa fotografów, grasujących nocą po regionie w poszukiwaniu astropejzaży z kometą – choć po ostatniej serii wypraw (patrz Chełmża i Piwnice, Kruszwica, zamek w Radzyniu Chełmińskim) jak najbardziej można by tak niektórych nazwać 😉
Midnight Hawks – przechodzimy płynnie od komety NEOWISE do lotnictwa. Zespół akrobacyjny sił powietrznych Finlandii, założony w 1997 roku. Nazwa związana z samolotem szkolno-bojowym  BAe Hawk w wersji Mk. 51, którym latają w składzie 4 maszyn.

Samoloty Midnight Hawks – tutaj na pokazach Ostrava NATO Days 2019 – są utrzymane w wyjątkowo – jak na zespół pokazowy – stonowanych kolorach. Wynika to z tego, że maszyny na co dzień służą jako regularne samoloty szkolne (jak widać na zdjęciach na niektóre egzemplarze nie zdążono nanieść elementów malowania pokazowego). Również generatory dymu nie są wbudowane w dysze wylotowe, jak to ma miejsce tam, gdzie samoloty są wydzielone dla zespołu. Midnight Hawks przenoszą generatory dymu na węzłach podwieszeń – co z pewnością zmienia charakterystyki lotne samolotu (większe opory, większy moment bezwładności w obrocie dookoła własnej osi) i nie ułatwia pilotowania.

Na błękitnym – by nie rzec „blachowatym” niebie Ostrawy szare „Nocne Jastrzębie) prezentowały się jednak przyjemnie dla oka, swoją głęboką szarością współgrając z błękitem nieba. Zespół – choć może nie był tak efektowny, jak występujący wcześniej Patrouille de France, pokazał się jednak z dobrej strony, a przede wszystkim dał możliwość zrobienia interesujących wizualnie zdjeć.
Samoloty BAe Hawk – liczące już sobie 46 lat od oblotu – są jednymi z najbardziej udanych samolotów szkolno-bojowych. Zachowują mój ulubiony styl z obłymi nosami i owiewkami – charakterystyczny dla maszyn zaprojektowanych i oblatanych w późnych latach 60. i 70. Z tym większą przyjemnością dzielę sie tymi zdjęciami, tym bardziej, że było to moje drugie dopiero spotkanie z Hawkami (samolotami, nie zespołem) w powietrzu – i zdecydowanie lepsze pod względem efektów fotograficznych.

W Kruszwicy z kometą i gwiazdami   1 comment

Kruszwica. Urokliwe miasteczko za dnia. Nocą – mogłoby się wydawać – nieco mniej. Ale letni noc nad Gopłem – zwłaszcza z rozgwieżdżonym niebem – bywa równie urocza. A sądząc po efektach – nawet bardziej.

Pretekstem do wyprawy w niewielkiej grupce była oczywiście kometa. Okazało się, że jednak i wśród zabudowy znalazły się interesujące kadry. Sprzyjało, jak zwykle Gopło – z jego położeniem w linii północ-południe, najciekawsze ujęcia można było zrobić na tle rozjaśnionego, północnego nieba i jego odbicia w wodzie. Nawet ostre, żółte światło nocnych latarni nie zdołało zabić uroku tej chwili – tak rzadkiej, tak ulotnej.

%d blogerów lubi to: